W pewnej krainie, na skraju lasu, stał domek Czarownicy. Był to niezwykle kolorowy budynek. Panował w nim chaos i gwar – uczucia, kolory, dźwięki, smaki, zapachy mieszały się ze sobą, grały w berka, czasem kłóciły się, krzyczały, by po chwili dojść do porozumienia. Niektóre nie przepadały za sobą, na przykład ból nie czuł sympatii do radości i od czasu do czasu, ukłuciem przypominał o sobie. Dawał się uspokoić dopiero, gdy Czarownica przytulała go zapewniając, jak bardzo jest ważny i kochany. W kącie, na fotelu bujała się intuicja.
Bywały dni, gdy w domku robiło się cicho i kolory blakły, by po czasie znów wrócić do swoich barw.
Domek lubił gości i chętnie wpuszczał ich do środka, chociaż niektóre osoby (zazwyczaj za radą intuicji), od bramy przeganiał kot, nie pozwalając zbliżyć się na krok.
Zaproszeni bądź przechodnie wchodzili na próg, inni do przedpokoju, wybrani do salonu. Salonowych wybrańców raczono herbatą nasączoną świadomością: jesteś i będziesz miło widzianym gościem. Bywało, że ten i ów próbował zajrzeć do sypialni, garderoby lub do pokoju z napisem prywatne – wtedy rozbrzmiewał ostrzegawczy sygnał: stop!
Na drugim skraju lasu stał zamek, zamieszkiwany przez Księcia. Jakże odmienna była to budowla! Zajrzyjmy do środka. Jak na zamek przystało jest on surowy. Cóż to za porządek! Na półkach, równo poukładane, w rzędach stoją dźwięki, zapachy, uczucia, myśli, wspomnienia. Nawet ból i tęsknota leżą, jakby zapomniane, równiutko na samym dnie szafy. Jak to jednak bywa, to co najbardziej schowane, krzyczy najgłośniej i za nic ma ignorancję.
Zamek, w przeciwieństwie do domku Czarownicy, jest w kolorach czarno – białych z dodatkiem pasteli. Każdy odcień ma nakaz pozostawania na swoim miejscu, za uchybienia grozi kara. Mawiają, że mogłoby to doprowadzić do zarysowania, a w konsekwencji do pęknięcia zbroi Księcia. Zatem nawet czerwieni zabroniono purpurowieć. Któż to wie, może kiedyś barwy za bardzo rozhulały się, narozrabiały, a Książę, pomimo że nie pamięta tegoż faktu, nadal trzyma je w karbach. Ale cóż to? Zajrzyjmy w głąb zamku – tam, gdzie Książę rzadko gości- do komnaty zwanej duszą. Po cichutku odkryjmy kocyk z napisem: „powaga”, „nie wypada”, „co powiedzą inni?”, „jak wypadnę?”. Tam, głęboko zobaczymy wnętrze podobne do tego, które znamy w domku Czarownicy. Ale o tym „sza”, bowiem sam książę nie był tam od dzieciństwa, a o jej istnieniu dowiedziałam się od intuicji, która i w zamku ma swoje miejsce. Podobno, od czasu do czasu, Księciu śni się owo wnętrze komnaty, jednak zamyka je warstwami pancerza.
Pewnego dnia, może przypadkiem, a może mieszał w tym swoje palce pan Los, Książę i Czarownica spotkali się.
– Cóż to za dziwny stwór?! – wykrzyknęli.
Długo przyglądali się sobie, patrzyły na siebie także ich dusze i serca. Księcia raziły kolory, Czarownicę nużyła pastelowatość, biel i czerń.
-Jak tak można?! – dziwili się.
Jednak im dłużej przebywali ze sobą, tym stawali się sobie bliżsi.
– Jak tak można? – mówili coraz ciszej, a ich dusze zacierały łapki.
Długo trwało, nim przekroczyli progi swoich domów. Jakież było ich zdziwienie, gdy może z ciekawości, a może z potrzeby serc, które zaczęły wtrącać się do znajomości, zajrzeli do wnętrz swoich budowli.
– Cóż to za dziwne kolory? Malunki na ścianach? To nienormalne – stwierdził Książę, lecz po chwili poczuł ciepło owego wnętrza. Za moment jednak ów powiem wymieszał się z zimnym i ostrym ukrytym w jednej ze skrytek Czarownicy.
– Co to za pastelowość?! – wykrzyknęła Czarownica. – Któż widział trzymać miłość na regale, razem w rzędzie z przywiązaniem, zamiast pozwolić jej pląsać?! Gdzie radość, spontaniczność i chichot!? Przecież ból boli trzymanie go na dnie, a smutkowi jest smutno. Jednak, ku swojemu zdziwieniu, Czarownica poczuła, że lubi przebywać w zamku porządku. Dorysowała kilka kwiatków, przesunęła co nieco na regałach, tu i ówdzie maźnęła kolorowe kropki – na tyle, by nie zaburzać gospodarzowi jego wystroju. Pogładziła przez chwilę ból, lekko zaczepiając go, cmoknęła smutek i pociągnęła za włosy radość.
Bywały dni, w których Czarownica zrzucała co nieco z regałów- czasami robiła to specjalnie, innym razem przez nieuwagę.
Niekiedy Książę, nie potrafiąc poruszać się, w nieznanym sobie wnętrzu, a może trochę na przekór Czarownicy, potrącił smutek, obudził tęsknotę, czy też zdmuchnął pyłek ze skrzydeł radości.
Innym razem nasi bohaterowie podlewali kwiaty w swoich ogrodach i ogromne bukiety rozkładali we wnętrzach swoich budynków. Nawet kiedyś stworzyli szkic wspólnej budowli, szybko jednak zmazali go ręką rozsądku. Lubią spacery po lesie, który dzieli i łączy ich posiadłości, ot czasu do czasu sadzą w nim drzewa i dokarmiają jego mieszkańców.
Chociaż rozsądek, poczucie winy, przeszłość i przyszłość wygrażają, krzyczą, upominają, używając coraz to nowych, tylko im znanych instrumentów, Czarownica i Książę nadal zapraszają się do swoich wnętrz, a nawet coraz śmielej pozwalają się rozgaszczać w nich. Oczywiście, oboje wiedzą, że nie zagląda się tam, dokąd gościom wchodzić nie wolno. Uczą się poruszania po nieznanym terenie, czasami chodzą płynnie, innym razem kulawo, niezgrabnie. Odmienność, fascynacja i uczucia zapraszają ich do tańca, by pozwolić wytrącić się z rytmu rozsądkowi i zdziwieniu.
– Po co mi ten bałagan? – nadal chwyta się za głowę Książę.
– Co za pastelowatość! – krzywi się Czarownica.
Czarownica, pomna chwil, gdy dane jej było (oczywiście za zgodą gospodarza) zajrzeć w głąb zamku, wie że w tajemnych komnatach tli się życie, a chaos wystawia główkę.
Gdy nasi bohaterowie przyjmują zaproszenie do pokoi z napisem „prywatne”, czują iż zamek ma wiele wspólnego z domkiem na kurzej stópce (chociażby ulubione miejsce intuicji, która nawet w zamku uparła się, że będzie spędzać czas pod kolorowym kocem na bujanym fotelu).
Jednak i Czarownica i Książę tylko czasami uchylają drzwi swoich wnętrz. Jak to zwykle bywa, widzimy to, co łatwo zobaczyć, zatem i oni spoglądają na fasady swoich budynków i stwierdzają:
-Jakie to dziwne…
Jak skończy się ta historia? Pan Czas i pan Los uśmiechają się tajemniczo 😊.
